vibo.betro

:::Menu:::

:::News:::

:::RSS:::

Trefl Gdańsk awansował do ekstraklasy!


To już pewne. Po 22 latach, czyli od momentu kiedy z elitą pożegnał się Stoczniowiec, Gdańsk znów będzie miał drużynę w ekstraklasie siatkarzy. W sobotę awans przypieczętował Trefl Gdańsk, który w finale play off I ligi po raz trzeci zwyciężył KS Poznań. Podobnie jak w dwóch pierwszych spotkaniach u siebie, także teraz, w stolicy Wielkopolski, wygrał 3:0 (25:15, 25:15, 25:23). Poznaniowi pozostaje gra w barażach z Politechniką Warszawską.
Trefl to młodsze dziecko Kazimierza Wierzbickiego, od zawsze kojarzonego z koszykówką prezesa Prokomu Trefla Sopot. Wierzbicki stworzył nowy klub siatkarski w Gdańsku przed trzema laty, na gruzach męskiej sekcji Gedanii, i od razu miał jasne postanowienie: jak najszybciej zapewnić sobie awans do ekstraklasy. Przed rokiem, po awansie z II do I ligi, nastawienie było identyczne - beniaminek, nie beniaminek, nie ma znaczenia - awans ma być. Po to przed sezonem sprowadzono byłego mistrza świata juniorów Dariusza Szulika czy wielokrotnego mistrza Polski (z ekipą z Kędzierzyna) Wojciecha Serafina.
Na przedsezonową konferencję Trefla dziennikarze (i to nieliczni) przyszli bez wypieków na twarzy. Raczej by zobaczyć ciekawostkę przyrodniczą. Z tygodnia na tydzień zainteresowanie jednak rosło, do tego stopnia że krótko przed najważniejszymi meczami sezonu kapitan drużyny Jarosław Stancelewski (najbardziej utytułowany w klubie, uczestnik mistrzostw świata) krzyczał w wywiadzie telewizyjnym na dziennikarzy, że czepiają się porażek na koniec sezonu zasadniczego, choć przecież Trefl już od dawna miał zapewnione pierwsze miejsce w tabeli.
Bo wątpliwości co do tego, kto trzęsie pierwszą ligą, istotnie ani przez chwilę nie było. Na 33 mecze (wliczając ligowe i pucharowe) gdańszczanie tylko siedmiokrotnie schodzili z parkietu pokonani. Aż 14 razy nie stracili seta, dwa razy notowali serię siedmiu wygranych z rzędu. W finale z Poznaniem rywale zdobywali w secie średnio nie więcej niż 18-19 punktów! - Istotnie, w niektórych partiach wyglądało to na naszą ogromną przewagę, ale nie można powiedzieć, że nie było walki - skromnie mówi jednak trener Wojciech Kasza.
34-letni szkoleniowiec Trefla, wcześniej specjalizujący się w pracy z młodzieżą, od początku sezonu był konsekwentny. Mówił, że nie interesuje go liczba rozegranych setów, tylko wynik końcowy, nie wystawiał indywidualnych cenzurek. - Wygrywa cała drużyna. Mam 13 równorzędnych zawodników - powtarza.
O grze w PlusLidze myśli od ostatniej piłki sobotniego meczu z Poznaniem. Zarówno o składzie (choć o tym rozmawiać nie chce), jak i o hali. Obiekt przy Kołobrzeskiej, mieszczący 300 kibiców, absolutnie nie spełnia norm. Ale Kasza ma nadzieję, że spełnią się zapowiedzi remontu, a PLS choć na kilka miesięcy warunkowo dopuści obiekt do ekstraklasy (na perspektywę gry w Olivii czy hali AWFiS patrzy niechętnie). Potem zespół chciałby się przenieść do hali na granicy Gdańska i Sopotu. - Mam nadzieję, że zdążą z budową - mówi Kasza.
Na razie jednak trener chce odpocząć. Zawodnicy też, właśnie dostali dwa tygodnie wolnego, ale mają być pod telefonem. - Być może trzeba będzie wrócić i brać udział na przykład w imprezach promujących klub. Turnieje młodzieżowe, wizyty w szkołach. Musimy też zwrócić na siebie uwagę trójmiejskich firm. Bez nich nie będzie silnej siatkówki w Gdańsku - kończy Wojciech Kasza.



2667 |1793 |1412 |11474 |2725 |16207 |3124 |17377 |2395 |625 |